Nie musisz być geniuszem, żeby być szczęśliwy.

 

Nadeszły czasy, że mamy pełną odpowiedzialność za swój los i jest nam to powtarzane na każdym kroku. Cieszę się, że urodziłam się właśnie teraz. Ale to nie będzie tekst motywacyjny, a przynajmniej nie taki, jaki sobie wyobrażacie. To tekst o tym, że szczęście powinniśmy budować wedle potrzeb.

Przepraszam, że jestem złą matką



Kochany Synku,

piszę do Ciebie, bo chciałam przeprosić za to, że jestem złą matką.

Odkąd się urodziłeś starałam się stosować mądrości, które pomogły mi nauczyć Cię lepiej spać i ulżyć w dokuczliwych kolkach, ale nawet najlepsze techniki w końcu przestawały działać, bo się zmieniałeś. Przepraszam, bo nie zawsze nadążam. Bo kiedyś nigdy nie chciałeś, żeby Cię kołysać w wózku. Nigdy, aż do tego dnia, kiedy zachciałeś, a ja płakałam, że gdzieś musiałam popełnić błąd. Zapomniałam, że sama kiedyś nie lubiłam oliwek, do czasu, gdy po raz kolejny zjadłam je tylko z grzeczności i od tamtej pory nie wyobrażam sobie sałatki greckiej bez nich. Często nie rozumiem niektórych zmian, bo zjawiają się nawet wtedy, gdy nie wyraziłam na nie oficjalnej zgody. Wybacz, bo nie mogę ich przewidzieć i nie mogę wcześniej nauczyć się na nie reagować. Nie umiem tego, bo nie potrafię być dobrą matką.

Przepraszam, że Twój płacz często odbieram jako własną porażkę i egoistycznie skupiam się nad tym, w jaki sposób to naprawić zamiast zapomnieć o sobie i zwyczajnie pomóc Ci posklejać Twój mały świat, który rozpadł się na kawałki po tym, jak w samochodziku odpadło koło. Trudno mi czasami spojrzeć na wszystko z boku i nie starać się na siłę naprawiać błędów, których nie popełniłam. To jak łatanie podartego swetra, który chcesz perfekcyjnie zszyć, a gdy z dumą stwierdzasz, że pozbyłeś się wszystkich dziur to okazuje się, że zaszyłeś też otwory na głowę i ręce.

Historia warta opowiedzenia | Bez litości - James Scott


„Mrok, zemsta, tajemnica…” te trzy słowa możemy odnaleźć na okładce debiutu Jamesa Scotta – banał, którym moglibyśmy opisać co najmniej połowę książek kryminalnych, jeśli nie ich zdecydowaną większość. Szybko jednak okazuje się, że to powieść z zupełnie innego gatunku niż moglibyśmy się z pozoru spodziewać. Jak Scottowi udało się tego banału uniknąć? 


Kiedy po tygodniach nieobecności Elspeth powracająca z miasta, gdzie pracowała, zastaje zimny dom pełen martwych ciał swoich dzieci i męża, wpada w głuche otępienie. Szok? Nie, to nie jest szok, nie może nim być, skoro już od lat czuła na plecach oddech przeszłości, która może upomnieć się o swoje. Nie spodziewała się jednak, że za jej grzechy zapłacą jej własne dzieci.

Jeśli nie będziesz matką - będziesz nikim.


Jeśli nie będziemy rodzić dzieci - wyginiemy. Poważnie - biała rasa jest zagrożona (inne raczej mają się nieźle). Będziemy jak dinozaury wspominani z rozrzewnieniem i fascynacją. Jest nas coraz mniej, brakuje na emerytury, szkoły są zamykane, nauczyciele zwalniani, a nasze dzieci coraz rzadziej mają znajomych w swoim wieku na podwórku. Nawet na zapadłej wsi, gdzie ponoć proste kobiety tylko dzieci rodzą, żeby żyć na garnuszku państwa, są szkoły, gdzie w klasie jest jedno dziecko. Ale zmuszanie ludzi do rodzenia dzieci nie podniesie dzietności. Za bardzo uwierzyliśmy w swoją wolność, indywidualizm i samodzielność bez nich u boku.


Dlaczego czasem warto wejść do tej samej rzeki

Dlaczego czasem warto wejść do tej samej rzeki

Decydując się na powrót do starych decyzji, miejsc i ludzi wiele razy możemy być szturchani uwagami, że tak się nie robi, bo dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi. W dodatku żyjemy w czasach, gdzie jedyną słuszną drogą najczęściej jest droga do przodu. a powroty są okazem słabości i braku rozsądku. A jednak bywają tego warte.

Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Znacie to? jedno z najbardziej krytykowanych przeze mnie przysłów, które zaczęłam rozumieć dopiero w momencie, kiedy postanowiłam żyć i myśleć samodzielnie. Apogeum zostało osiągnięte w pierwszym roku życie Romana. Wszyscy chcieli jakieś dobre słówko szepnąć, że może lepiej mu tego mleka nie podgrzewać w mikrofalówce, bo ponoć niezdrowo, kapcie lepiej kupić te z osłoniętą kostką inaczej dziecko sobie nóżki wykrzywi, karmić już nie powinna po roku, bo mleko już nie ma odpowiednich wartości, a jak po półtora roku przestałam to robić okazało się, że zabieram dziecku to, co najlepsze. Przeprowadzka na wieś? Zmarnuje się w zagłębiu bezrobocia, a jak już do pracy wróciłam to zaniedbuje dziecko. Wydawanie pieniędzy na nowy samochód to niepotrzebne szastanie kasą, skoro stary jeździ, ale sąsiad sąsiada, który jest kuzynem kolegi z klasy kupił kilkuletnie Audi po powrocie z zagranicy to widać, że mu się powodzi, nie to, co nam... Często rady i uwagi, których wysłuchujemy są nie tyle wyrazem dbałości o nasz los, ale niemym krzykiem żalu za własne niespełnione oczekiwania. 


Sztuka popełniania błędów


W czasach photoshopa, rozrostu mediów i komputerów coraz częściej i silniej odczuwamy własne błędy. Nie umiemy się z nimi pogodzić i tym trudniej sobie z nimi radzimy. Idealizacja przygniata nas na każdym kroku. Chcemy być piękni i mądrzy, niebanalni i lubiani, inni niż wszyscy, ale dopasowani. Biernie i często nieświadomi przyjmujemy za doskonałość wykreowane wzorce, którymi jesteśmy bombardowani na co dzień - określony wygląd, wykształcenie, praca. Odnajdujemy tysiące cudownych przepisów, które "szybko i bez wysiłku" pozwolą nam je osiągnąć. Nawet najmądrzejsi chociaż raz w życiu wpadli w tę pułapkę, bo ta dieta-cud może rzeczywiście coś w sobie ma? W codziennej gonitwie zapominamy, że przez cały czas kształtujemy samych siebie i to różni nas od syntetycznych tworów, którymi jesteśmy karmieni.