Sztuka popełniania błędów


W czasach photoshopa, rozrostu mediów i komputerów coraz częściej i silniej odczuwamy własne błędy. Nie umiemy się z nimi pogodzić i tym trudniej sobie z nimi radzimy. Idealizacja przygniata nas na każdym kroku. Chcemy być piękni i mądrzy, niebanalni i lubiani, inni niż wszyscy, ale dopasowani. Biernie i często nieświadomi przyjmujemy za doskonałość wykreowane wzorce, którymi jesteśmy bombardowani na co dzień - określony wygląd, wykształcenie, praca. Odnajdujemy tysiące cudownych przepisów, które "szybko i bez wysiłku" pozwolą nam je osiągnąć. Nawet najmądrzejsi chociaż raz w życiu wpadli w tę pułapkę, bo ta dieta-cud może rzeczywiście coś w sobie ma? W codziennej gonitwie zapominamy, że przez cały czas kształtujemy samych siebie i to różni nas od syntetycznych tworów, którymi jesteśmy karmieni.

BŁĘDNE KOŁO


"Błądzić jest rzeczą ludzką" - chociaż powtarzamy te słowa wielokrotnie zupełnie zapomnieliśmy jaki jest ich sens. Możesz godzinami roztrząsać wszystko, co ci się nie udało, albo wyciągnąć wnioski i iść dalej. Chcesz być każdego dnia lepszy niż poprzedniego i chwała ci za to, ale nie osiągniesz tego bez stosowania metody prób i błędów. Jeszcze kilka lat temu patrzyłam na ludzi, którzy osiągnęli sukces i nie potrafiłam zrozumieć - był kiepski w szkole, prowadził dwa interesy, które padły, kupił samochód i zaraz go sprzedał, bo nie stać go było na paliwo, więc jak u licha ten człowiek doszedł do tego, co ma?! Według jakiej zasady to się stało, skoro tyle razy zawalił? Co innego ktoś, komu zawsze wszystko wychodziło, to byłoby zrozumiałe, ale on? A jedyna różnica między nim, a innymi jest taka, że potrafił wyciągnąć wnioski ze swoich porażek.

Chcemy być lepsi i silniejszy. Chcemy być doskonali, a doskonali ludzie nie popełniają błędów. Unikamy więc sytuacji, które zmuszałyby nas do odpowiedzialności i podejmowania decyzji naznaczonych dużym ryzykiem porażki. Zamiast usuwać przeszkody na naszej drodze, omijamy je minimalizując możliwość popełnienia błędu. Unikając ich skazujemy się na bierność i nieumiejętność radzenia sobie z kłopotami. A przecież mieliśmy być idealni... Zamiast iść do przodu kręcimy się w kółko, zastanawiając się, co robimy nie tak. Nieporadnie dążymy do doskonałości - pragniemy jej tak bardzo, że zapominamy jak wiele trzeba pracować nad tym, żeby chociaż o krok się do niej zbliżyć.

Niektóre sukcesy przychodzą łatwiej, niektóre są okupione dużym wysiłkiem. Nie oznacza to jednak, że z tych drugich powinniśmy rezygnować, opłakując swoją porażkę zanim w ogóle spróbowaliśmy zrobić cokolwiek w tym kierunku.

BYĆ WŁASNYM SĘDZIĄ


Był rok 1993, lato na zapadłej kurpiowskiej wsi. Dostałam rower od taty. Oczywiście "składak", czyli były trzy stare, ale za sprawą złotych rąk tatusia powstał jeden wymarzony i prawie nowy. Był tylko drobny problem - nie umiałam jeździć, a nikt nie miał czasu mnie nauczyć. Z dziecięcą wytrwałością i zapałem znalazłam wzniesienie. Nie wiem ile razy upadałam i próbowałam znowu, ale na tyle długo, żeby rozbić kolano, otrzeć porządnie łokieć, najeść się piasku i rozedrzeć koszulkę. Wróciłam do domu późnym wieczorem brudna, spocona i płacząca, bo kolano zaczęło doskwierać. Tego dnia nauczyłam się jeździć rowerem. Okupiona łzami i ranami nauka zaowocowała umiejętnością na całe życie. Dziś wspominam to wydarzenie jako jeden z moich największych sukcesów. Podobny na koncie ma prawie każdy z nas. Niewielu jednak zdołało w swoje dorosłe życie przenieść tę dziecięcą odwagę i umiejętność podnoszenia się po potknięciu.

Największym sędzią siebie samego jesteśmy my. Bywa on bardzo surowy, ale jednocześnie mamy wpływ na swój wyrok.

Twoje "ja" nie jest bytem zastanym, ale wiecznym procesem tworzenia. Sami stawimy sobie granice i sami je przekraczamy - niestety to pierwsze stosujemy znacznie częściej. Mówimy: "chciałbym napisać książkę, ale pewnie i tak jej nikt nie przeczyta, bo tyle jest przecież teraz książek, że zgubi się w tłumie", "chciałbym wybudować dom, ale i tak mnie nie będzie stać, więc kupię małe mieszkanie, chociaż duszę się w bloku", "chciałbym rzucić pracę, której nienawidzę, ale jest takie bezrobocie, że lepiej się trzymać tego, co mam teraz", "chciałbym zostać dziennikarzem, ale zawsze mnie zatykało na widok kamer, więc się nie nadaję". Chciałbym..., ale się boję. Największe przeszkody nie są wokół nas, ale w naszej głowie. Gdyby cała ludzkość miała takie podejście to zapewne dalej byśmy siedzieli na drzewach, bo balibyśmy się z nich zejść.

Wiecie, jakie sukcesy są okupione najmniejszym wysiłkiem? Cudze. Bo to nie my musieliśmy na nie pracować. Strach przed popełnieniem błędu powoduje, że dostajemy betonowych nóg, codziennie czując gorycz, że innym się "udało", a nam nie. Tylko, że samo to się nic nie udaje. Nawet, żeby wygrać w lotka to trzeba skreślić kupon i zaryzykować utratę tych kilku złotych, które zainwestowaliśmy.

Bo popełnianie błędów jest sztuką, której można się nauczyć. Musimy mieć świadomość tego, że nastąpią i minimalizować ich konsekwencje. Nic złego nie ma w tym, że się ich obawiamy, ale nie możemy żyć w strachu przed nimi. Pamiętajmy, że często pozorny upadek może zaowocować pozytywnymi skutkami, ale nie dowiecie się tego, jeśli nie spróbujecie.

Autorem zdjęcia jest Michał Wichowski

Jeśli spodobał Ci się ten tekst lub w jakimś stopniu uważasz go za przydatny, ważny lub wart zobaczenia będę wdzięczna za jego polubienie i udostępnienie (żółte ikony poniżej).

Będzie mi niezwykle miło, jeśli pozostawisz tu swój komentarz, bo cenię sobie Twoją opinię.

Możesz też polubić mój fanpage na Facebooku oraz śledzić na Instagramie.

Pamiętaj - bez Ciebie to miejsce nie istnieje. Rośnie i rozwija się dzięki Twojej uwadze :)