Recenzja: Piękna katastrofa | Miniaturzystka, Jessie Burton

Miniaturzystka Jessie Burton recenzja

Niektóre książki docierają do księgarń powoli, nie zważając na to, że przecież były umówione na konkretny dzień i grzeczność nakazuje się zjawić. W ten sposób jedna z nich nie doszła do nas na czas swojej premiery - cóż za tupet! 

Któregoś dnia w końcu do nas zawitała, po cichu, jakby chciała przeprosić za spóźnienie. Umościła się na półce z nowościami, licząc na to, że może nikt nie zauważy, że tak długo jej nie było. Na jakiś czas jej się to nawet udało. Ostatecznie jednak nie zdołała umknąć mojej uwadze. Chociaż krótki opis na okładce książki zupełnie mnie nie zachęcał do czytania to zrobiła to za niego okładka i pewna moja przyjaciółka. Ale zacznijmy od początku.


* * *
Siedemnastowieczny Amsterdam. Młodziutka Petronella Oortman wychodzi za mąż za dwukrotnie starszego bogatego kupca i przybywa do jego domu. Jednak od początku nie czuje się w nim dobrze. Jest trochę jak kolejny mebel, który szwagierka pragnie ustawić po swojemu. Tak, szwagierka, ponieważ mąż nie poświęca jej swojego cennego czasu. Dni są puste i samotne, ale najgorsze są jałowe noce, kiedy na próżno dziewczyna wyczekuje odwiedzin Johannesa w swojej sypialni. Nic tu nie jest jasne i klarowne. W domu Brandtów więcej jest milczenia i szeptów niż śmiechu i rozmów młodych małżonków.

Miniaturzyska Jessie Burton recenzja
Domek dla lalek Petronelli Oortman,
fot. Rijksmuseum
Sytuacja zmienia się, gdy Nella otrzymuje ślubny prezent od męża - miniaturową replikę ich domu. Początkowo urażona, że traktuje ją jak dziecko, ostatecznie postanawia wykonać do domku dodatkowe elementy. Listownie kontaktuje się z miniaturzystką i zleca jej wykonanie konkretnych przedmiotów. Rusza lawina. Miniaturzystka wykonuje dla niej zlecenie i od tej pory co pewien czas w ręce dziewczyny trafia przesyłka z miniaturami, których nie zamawiała. Doskonale odzwierciedlają one jej dom i najbardziej skrywane sekrety jego mieszkańców. Szczególnie te, o których sama Nella wcześniej nie miała pojęcia. Złość i oburzenie na postępowanie wścibskiej i niemal bezczelnej miniaturzystki zastępuje powoli uczucie ciekawości i podekscytowania. Miniaturowe przedmioty i postaci powoli otwierają oczy swojej właścicielce.

Z czasem dziewczyna uświadamia sobie, jak wielkim nieszczęściem było dla niej małżeństwo z Johannesm Bandtem. Jej nowa rodzina wrobiła ją w niezłe bagno, traktując ją jak zabezpieczenie przed wyjawieniem niewygodnych tajemnic. Nie mija wiele czasu zanim odkrywa, dlaczego jej noce jako Pani Brandt już na zawsze mają być pozbawione małżeńskich zbliżeń. Takich niespodzianek jest jednak więcej. I chociaż o żadnym z mieszkańców domu - ze śmiałą służbą włącznie - nie możemy powiedzieć, że są źli lub nikczemnie to ich sekrety mają niszczącą moc.


Nowa pani domu ma już serdecznie dość całej farsy i na każdym kroku daje z siebie wszystko, żeby napisać dobre zakończenie do całego dramatu, którego stała się bohaterką. Starania jednak spełzają na niczym. Wszystkie tajemnice wypływają bezlitośnie na powierzchnie bagna, jakim jest rządzony przez bezlitosnych i obłudnych burmistrzów Amsterdam. Szczere serce i determinacja Nelli czyni z niej anioła całej rodziny, ale co z tego skoro ma być aniołem stojącym na zgliszczach.


Tak, zakończenie pozostawiło niedosyt. Chociaż książka przepiękna to mam do niej pewien żal. Nic nie ma tutaj dobrego finału. Najdrobniejsze wątki niosą ze sobą gorycz porażki. Nawet ukochanego psa Johannesa nie ominęły konsekwencje przytłaczających tajemnic, w których od dawna dusili się Brandtowie. A co dopiero mówić o ludziach... Patrzyłam na ich tragedię w momencie, kiedy zdążyłam się do nich przywiązać, polubiłam ich i z całego serca życzyłam dobrze. Właściwie zaczęłam ich rozumieć, a finał jaki ich spotkał zdawał się uzasadniać tylko sposób ich postępowania. Trudno powiedzieć, czy mogło się wszystko skończyć inaczej.


A Miniaturzystka? Była wyrocznią i wyrzutem sumienia w jednym. Ale nie o nią przecież w całej historii chodziło.


Książka czarująca, napisana z ogromnym wyczuciem literackim, świetnie skonstruowana i bardzo smutna. Urszula z Pełnego Zlewu napisała, że w tej książce nie ma ani jednej zbędnej sceny, ani jednej zbędnej postaci. A każdy bohater jest głównym.. Lepiej bym tego nie ujęła. To misterna konstrukcja, która wciąga nie mniej niż dobry kryminał czy romans (chociaż doprawdy - jest po trosze każdym z nich). To zdecydowania lektura obowiązkowa.

Autor: Jessie Burton

Tłumaczenie: Anna Sak
Tytuł: Miniaturzystka
Tytuł oryginalny: The Miniaturist
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2014
ISBN: 978-83-08-05428-4
Ilość stron: 464
Oprawa: twarda


Jeśli spodobał Ci się ten tekst lub w jakimś stopniu uważasz go za przydatny, ważny lub wart zobaczenia będę wdzięczna za jego polubienie i udostępnienie (żółte ikony poniżej).

Będzie mi niezwykle miło, jeśli pozostawisz tu swój komentarz, bo cenię sobie Twoją opinię.

Możesz też polubić mój fanpage na Facebooku oraz śledzić na Instagramie.

Pamiętaj - bez Ciebie to miejsce nie istnieje. Rośnie i rozwija się dzięki Twojej uwadze :)