Jeśli nie będziesz matką - będziesz nikim.


Jeśli nie będziemy rodzić dzieci - wyginiemy. Poważnie - biała rasa jest zagrożona (inne raczej mają się nieźle). Będziemy jak dinozaury wspominani z rozrzewnieniem i fascynacją. Jest nas coraz mniej, brakuje na emerytury, szkoły są zamykane, nauczyciele zwalniani, a nasze dzieci coraz rzadziej mają znajomych w swoim wieku na podwórku. Nawet na zapadłej wsi, gdzie ponoć proste kobiety tylko dzieci rodzą, żeby żyć na garnuszku państwa, są szkoły, gdzie w klasie jest jedno dziecko. Ale zmuszanie ludzi do rodzenia dzieci nie podniesie dzietności. Za bardzo uwierzyliśmy w swoją wolność, indywidualizm i samodzielność bez nich u boku.

Bo w dzieciach przeraża nieodwołalność. Pracę można zmienić, wykształcenie można zdobyć nowe, stare mieszkanie sprzedać i kupić inne. Z dzieci nie zrezygnujesz i nie trzaśniesz im drzwiami przed nosem, gdy będziesz miał dość, ani nie wymienisz na lepszy model.

Kobieta kontra kobieta

W Polsce dalej pokutuje obraz Matki Polki w dresach i przetłuszczających się włosach, która "siedzi" w domu i między gotowaniem obiadu a zmianą pieluch obgryza paznokcie w stresie, że mąż ją zdradza, bo coraz rzadziej ma ochotę na seks, a jak już ma to ona musi wstawić pranie albo boli ją głowa. Kwiatków też już jej nie przynosi, a jak klepnie w tyłek to tylko po to, żeby się przesunęła w wąskim korytarzu, bo odkąd wzbogaciła się o dodatkowe kilogramy to już razem nie mieszczą się w przejściu, gdy on idzie ze swoim służbowym laptopem.

Jednocześnie krytykujemy kobiety, które odkładają macierzyństwo na później. Pokazujemy potwora, który "zdążył być w Paryżu", ale "nie zdążył być Matką" (jeśli jeszcze nie widzieliście zerknijcie tutaj), a sami przecież go stworzyliśmy. Przez lata walczono ze spychaniem kobiety do alkowy. Walczono o wyrównanie szans kobiet i mężczyzn na rynku pracy i krzyczano, że posiadanie dzieci to sprawa indywidualna i nie powinno się kobiet do tego zmuszać. Jestem za - z wykształceniem, z pracą i dzieckiem na koncie podpisuję się pod tym. Feministki szaleją, zdzierając na ulicach staniki.

Idealna matka gotująca obiady i wychowująca dzieci, do tego z pełną karierą zawodową i sukcesami na koncie - Maria Curie-Skłodowska powielona po stokroć: dwoje dzieci, dwa Noble na koncie - można? No to o co tym babom chodzi? Ludzie, zdecydujcie się wreszcie! Ja wiem, że kobiety mają większą podzielność uwagi, ale sztuki bilokacji jeszcze nie opanowały, a bycie dwoma osobami na raz zakrawa o schizofrenię. W dodatku spycha się odpowiedzialność za spadek liczby urodzeń wyłącznie na kobiety, jakby były szwankującym inkubatorem, który zmniejszył swoją wydajność i trzeba go trochę zmodernizować - tu dokręcić, tam zacisnąć i będzie cacy. A do tanga trzeba dwojga.

Ale my uwielbiamy wrzucać do jednego worka, szufladkować skrupulatnie według własnego uznania, a największymi wrogami kobiet w tym względzie są właśnie... kobiety. Z jednej strony bezdzietne, które skupiają się na własnym rozwoju i karierze - źle, z drugiej matki rezygnujące z pracy dla dzieci - też nie bardzo, bo bierne zawodowo, a pomiędzy matki pracujące - świetnie, picuś glancuś. Ale jak to tak dziecko tylko słoikami karmić? Do żłobka oddawać? Zaniedbywać dziecko dla kariery? Nieładnie.

To co z tym macierzyństwem?

Pełna dobrych chęci starałam się zająć stanowisko i opowiedzieć za którąś ze stron. Być mądra i mieć własne zdanie. Ale skapitulowałam. Łudzimy się, że kobiety mają dzisiaj wybór, ale tak naprawdę nie dajemy im takiej możliwości. Bez pracy bywa krucho, z pracą lepiej, ale brakuje żłobków (u mnie na wsi wcale ich nie ma - nie masz babci to masz przechlapane, a opiekunka zabiera pensję). Nawet tam, gdzie nie ma problemów finansowych - ostatnie pokolenia tak starały się obudzić w kobietach ambicję, że trudno ją teraz wyciszyć i choćby na chwilę z niej zrezygnować. Bo dlaczego to my rodzimy, a nie mężczyźni? Może to i nie bardzo sprawiedliwe, ale coś mi się wydaje, że niewiele z tym jesteśmy w stanie zrobić. Popadamy ze skrajności w skrajność i wcale się nie dziwię, że się w tym gubimy. Posiadanie dzieci to prawo naturalne, a my w nim nieźle namieszaliśmy. Starałam się nawet myśleć krytycznie o kobietach odkładających macierzyństwo i nie potrafiłam.

* * *

W maju 2012 pewna dwudziestopięcioletnia kobieta zobaczyła dwie kreski na teście ciążowym i zamarła z przerażenia. Była niedługo po studiach, na początku swojej kariery zawodowej zadowolona, że udało jej się znaleźć pracę z normalną umową kilka dni po otrzymaniu dyplomu. Oczywiście, że chciała kiedyś mieć dzieci, nawet trójkę i piec im babeczki w deszczowe jesienne popołudnia. Ale to miało być kiedyś, może za rok, a może już jutro. Problem w tym, że jutro zawsze było w przyszłości, a nie dzisiaj. I tak mijały miesiące, zmieniając się w lata. Wieczna prokrastynacja macierzyństwa z wiarą, że na wszystko jest czas. Dzisiaj, wychowując niemal czteroletniego synka, jest wdzięczna matce naturze, że zdecydowała za nią, bo sama bała się zrealizować swoje marzenia o rodzinie w strachu przed tak dużą odpowiedzialnością i utratą pracy, z brakiem rozwoju i zaprzepaszczeniem ambicji włącznie.

Ja - dziękuję.

Prawo do zdjęcia ma Fundacja Mamy i Taty





Jeśli spodobał Ci się ten tekst lub w jakimś stopniu uważasz go za przydatny, ważny lub wart zobaczenia będę wdzięczna za jego polubienie i udostępnienie (żółte ikony poniżej).

Będzie mi niezwykle miło, jeśli pozostawisz tu swój komentarz, bo cenię sobie Twoją opinię.

Możesz też polubić mój fanpage na Facebooku oraz śledzić na Instagramie.

Pamiętaj - bez Ciebie to miejsce nie istnieje. Rośnie i rozwija się dzięki Twojej uwadze :)