Jedna rzecz, którą uświadomiłam sobie, gdy skończyłam trzydziestkę


Kiedy masz 20 lat cały świat jest morzem możliwości - możesz być kimkolwiek i gdziekolwiek, a niemal każda twoja decyzja nie wydaje się zakrawać o wieczność. Wiesz, że możesz jeszcze wszystko zmienić i zacząć od początku bez obaw, że świat runie w gruzach. Jeszcze masz na wszystko czas - możesz być Billem Gatesem albo Jimim Hendrixem, a najlepiej z pieniędzmi pierwszego i pasją drugiego. Jeszcze wierzysz, że jutro zaczyna wszystko od początku, a każdy zakręt to tak naprawdę kolejna droga i kolejna przygoda, która da ci doświadczenie, mogące zaowocować na przyszłość. 


Patrzysz przed siebie i widzisz siebie skończoną, jaką chciałabyś być w miejscu, które sobie wybrałaś. Jeśli postanowisz pójść na studia to jeszcze możesz zmienić kierunek lub zrobić drugi w międzyczasie, a nawet jeśli już skończysz tę opluwaną przez wszystkich socjologię, to co z tego? W dzisiejszych czasach mało kto pracuje w zawodzie - jeszcze możesz pracować w agencji reklamowej, zostać sekretarką, fotografem lub założyć szkołę tańca. Poznałam kiedyś mechanika samochodowego, wyspecjalizowanego w regeneracji turbosprężarek, który finansowo radził sobie lepiej niż wielu jego klientów i nikomu nie przeszkadzało, że ukończył pedagogikę wczesnoszkolną, a nie kierunek techniczny. Pierwsza praca? Niezbyt ciekawa i mało ambitna może, ale przecież i tak ją zmienisz, a doświadczenie jest potrzebne. Ach, drugą i trzecią też możesz zmienić, tak samo jak partnera.

Przychodzi jednak taki dzień, kiedy wstajesz rano, patrzysz w lustro i zaczynasz się dziwić na swój widok, bo uświadamiasz sobie, że oto właśnie ty. Ta, którą planowałaś, oczekiwałaś i na którą zawsze patrzyłaś z dystansem, ułatwiającym ci marzenia o samej sobie. Nie zauważyłaś, kiedy tak naprawdę ten dystans zaczął się zmniejszać na tyle, że Ty i Ona zlałyście się w jedno. Przez moment nawet możesz się przestraszyć, że twój czas ucieka, albo dawno już pognał jak wiatr w polu i próżno go gonić.

Może już osiągnęłaś to, co chciałaś (jeśli tak, to przystaw ucho do monitora i wsłuchaj się dokładnie, bo właśnie biję ci soczyste brawa), może jesteś kimś zupełnie innym - szczęśliwa lub nie, z pracą którą miałaś uwielbiać a nienawidzisz lub z partnerem, którego kochasz ponad wszystko i gromadką wspaniałych dzieci, chociaż planowałaś być szaloną singielką. Do tej pory zmierzyłaś się prawdopodobnie z tysiącem zdarzeń spośród których co najmniej kilka zdecydowało bezpośrednio o tym, gdzie teraz jesteś. Nie na wszystkie miałaś wpływ - niektóre windowały w górę, inne ciągnęły w dół. Był też szereg decyzji, które podjęłaś - tych dobry i tych złych, no i jeszcze tych, których konsekwencji na razie nie jesteś w stanie ocenić.

Często momentem refleksji jest właśnie ten dzień - kolejne urodziny, po których zmienia się nie tylko druga cyfra. Twój zegar w pewien sposób się resetuje i potrafi przy tym zazgrzytać. Piękni dwudziestoletni to już nie do końca ty. Tak naprawdę jesteś tą samą osobą, co wczoraj, bo twoja trzydziestka niewiele różni się od twojej dwudziestki dziewiątki, a jednak gdzieś około tego momentu zdarzy ci się pomyśleć o swoim życiu jako całości i porównać własne wyobrażenia ze stanem faktycznym.

Skłamałabym, jeśli bym powiedziała, że już nie możesz zrobić wszystkiego, bo możesz. Przewrócić życie o 180 stopni, zmienić pracę i partnera, pójść na studia lub założyć wymarzony interes. Mieć dzieci albo w końcu zrobić sobie ten cholerny tatuaż i jechać do Nowego Jorku. Co w takim razie się zmieniło? Czasu może masz mniej, chociaż tak naprawdę tego jednego nikt ci nigdy nie zagwarantuje, nawet jeśli masz 18 lat, bo życie jest przewrotne. Więc co?

Otóż masz bagaż, a on waży. Uzbierało się tego przez te lata. Czasem jest większy i bardziej widoczny - mąż, dzieci i kredyt lub nie masz nic dotykalnego, ale niesiesz ze sobą swoje decyzje i ich konsekwencje. Czasem też wpycha się los, który narzucił na ciebie wszystko to, czego się nie spodziewałaś - na co nie miałaś wpływu, za to to ma na ciebie wpływ ogromny. Możesz dalej podjąć wiele z tych decyzji, które miałaś przed sobą kilka lat temu, ale teraz musisz ze sobą zabrać znacznie więcej niż pusty plecak na nowe wrażenia, bo wszystko ciągniesz ze sobą. Często nie idziesz też już sama.

Tylko od ciebie zależy, ile jesteś w stanie udźwignąć i czy ten fakt cię nie sparaliżuje.

Prawa do zdjęcia należą do Jcomp

Jeśli spodobał Ci się ten tekst lub w jakimś stopniu uważasz go za przydatny, ważny lub wart zobaczenia będę wdzięczna za jego polubienie i udostępnienie (żółte ikony poniżej).

Będzie mi niezwykle miło, jeśli pozostawisz tu swój komentarz, bo cenię sobie Twoją opinię.

Możesz też polubić mój fanpage na Facebooku oraz śledzić na Instagramie.

Pamiętaj - bez Ciebie to miejsce nie istnieje. Rośnie i rozwija się dzięki Twojej uwadze :)