Kiedy iść na zwolnienie w ciąży?


Kasia zatrudniła się niedawno w firmie X jako jeden z pracowników biura, przeszła okres próbny, stosunki z przełożonym i kolegami z pracy układały się dobrze. Wszyscy odetchnęli z ulgą, bo długo szukali osoby odpowiedniej do zespołu po nagłym odejściu poprzedniej koleżanki ze względu na ciążę i praca w końcu szła sprawnie. Trzy miesiące później Kasia również zachodzi w ciążę i tak jak jej poprzedniczka z dnia na dzień przynosi L4, bo ma do tego prawo, a dziecko jest najważniejsze. Pracodawca, nie mając innego wyjścia, zaczyna szukać kolejnej osoby. Pozornie tu sprawa się zamyka.

A koledzy Kasi? Ania znowu musiała odwołać urlop (nota bene i tak zaległy), bo trzeba zamknąć projekt i potrzebne są dodatkowe ręce do pracy. Tomek znowu przejmuje część obowiązków stanowiska Kasi, bo ktoś musi. Na nadgodziny na terenie firmy nie może sobie pozwolić ze względu na dzieci, więc znowu bierze pracę do domu. Kinga cieszy się, że nie wyrzuciła tych notatek, jak szkoliła Kasię na stanowisko, które też wcześniej zajmowała - znowu się przydadzą, dzięki temu może pójdzie sprawniej, bo i tak ma ogrom własnej pracy.

Z prawnego punktu widzenia ciężarne są w bardzo korzystnej sytuacji. Podsumowując najważniejsze:
  • na zwolnieniu można przebywać całą ciążę (do 270 dni) bez obaw, że po 180 dniach wezwie nas komisja ZUS,
  • otrzymuje się wynagrodzenie w wysokości 100% - finansowo nic się nie traci,
  • pracodawca nie może zwolnić kobiety w ciąży – nawet, gdy po ciąży wróci się do pracy, można być chronionym nawet przez rok.
Na pytanie, kiedy możesz przejść na zwolnienie ciążowe brzmi: w każdej chwili i nikt ci nic nie zrobi!

Ale... coraz częściej podkreśla się problem nadużywania L4 w okresie ciąży. Zwolnienia od 6 tygodnia ciąży nikogo nie dziwią, a opinii na ten temat wśród ciężarnych i postronnych jest ogrom. (Nie)pracujące kobiety w ciąży dzielą się więc na dwie grupy – karierowiczki, które pracują zbyt długo nie myśląc przy tym o dziecku (mogą iść na zwolnienie, więc po co chodzą do pracy!) i ignorantki rzucające zwolnieniem na początku ciąży, widzące jedynie czubek własnego nosa, którym potem kręcą, dziwiąc się dlaczego tak się źle myśli o ciężarnych.

Problem wydaje się leżeć tam, gdzie w większości wypadków – w komunikacji.

Twój pracodawca lub przełożony to żaden potwór, ale człowiek. Ma dwie ręce, dwie nogi i jedną, a nie trzy głowy, do tego ma własne interesy, a ty jesteś jednym z nich. Porozmawiaj z lekarzem kiedy chcesz i możesz przejść na zwolnienie, a potem idź do przełożonego i ustal z nim szczegóły swojego zniknięcia. Bo problem w większości wypadków nie polega na tym, że jesteś w ciąży, ale w obawie przed nieprzewidywalnością twoich zachowań, które będą miały wpływ na funkcjonowanie firmy czy placówki. Twoja obawa przed reakcją szefa jest zrozumiała - ciężarne kobiety zdążyły obrosnąć mitem, w którym po pojawieniu się dwóch kresek na teście rzuca się zwolnienie i nie chcesz, żeby z góry potraktowano cię jako osobę, która postąpi tak samo. Odchodząc jednak bez wystarczająco wcześniejszego ostrzeżenia tylko potwierdzisz tę teorię. Koło się zamknie.

Wróćmy do naszej Kasi. A gdyby tak przyszła to przełożonego, ustaliła datę odejścia, przeszkoliła nową osobę na swoje stanowisko i odciążyła tym Kingę? Uprzedziła Anię, której może udałoby się przełożyć urlop na wcześniejszy termin, zdążyć go odebrać i zabrać w końcu dzieci w góry, tak jak obiecywała im od dawna? Tomek mając nową przeszkoloną koleżankę/kolegę nie musiałby wykonywać dodatkowo obowiązków i nie zarywałby nocy, biorąc pracę do domu. Nawet jak pójdziesz na L4 - dalej masz kolegów.

To nie moment odejścia jest kluczowy w przypadku zwolnienia ciążowego, ale sposób w jaki to zrobisz. Twoje dziecko jest najważniejsze i to nie ulega wątpliwości, ale to nie oznacza, że reszta świata przestała istnieć. Bo praca to nie tylko praca, ale także ludzie, z którymi ją wykonujesz i szacunek dla ich życia zawodowego i osobistego, na które wpływasz. 

Na forach często spotykamy kobiety, które się boją poinformować o ciąży ze względu na trudną sytuację w pracy i brak wyrozumiałości i chcą wsparcia dla swojego postępowania. Ale są też takie, które szukają usprawiedliwienia dla swojej chęci pozostania w domu. Najczęściej słyszymy argumenty na temat niekorzystnych warunków pracy, czy to ze względu na rodzaj pracy, czy też ludzi. Pracodawca musi dostosować naszą pracę do warunków odpowiednich dla kobiet w ciąży - to gwarantuje prawo (można zerknąć chociażby tutaj), w przypadku innych sytuacji nie określonych prawnie, opierać się można jedynie na dobrej woli przełożonego. Życie.

A gdy dobrej woli brak?

Opcja 1.: Przełożony/pracodawca nie zareaguje odpowiednio i będzie ci utrudniał pracę przez celowe niedostosowanie warunków pracy do twojego stanu, bo jest patologicznym draniem i w ten sposób nie pozostawi ci wyboru. Zawsze pozostaje ci porozmawiać z kolegami z pracy i wyjaśnić im sytuację. Potem zrobić im kawę i kupić pączki symbolicznie chociaż przepraszając za to, że zwalasz na nich dodatkową pracę. Sielanki nie będzie, ale chociaż wyjdziesz stamtąd z podniesioną głową, pozostawiając za sobą delikatną woń łagodzącego konflikty lukru pomarańczowego.

Opcja 2.: Twój szef to cham i prostak, a koledzy z pracy to wilki, które nawet nie próbują zrozumieć twojej sytuacji. Pączków nie przyniesiesz, bo najpierw zjedzą je, a potem ciebie - w końcu i to i to z nadzieniem. Ja się więc pytam - co ty tam w ogóle do tej pory robiłaś kobieto?! Przynieś to zwolnienie, innego wyjścia raczej nie masz, a po macierzyńskim szukaj nowej pracy, bo tak się żyć nie da. Patologii się nie karmi swoją pracą.

Tak czy owak - przyniesienie zwolnienia bez jakichkolwiek prób rozmowy i wyjaśnień to ignorancja i brak szacunku. Albo chcesz być w porządku dla innych, albo nie, ciąża nie ma tu za wiele do rzeczy - to tylko jeden z wielu przypadków, z którym się spotykamy w życiu. Wybór należy do ciebie.

* Wpis dotyczy ciąży fizjologicznej. W przypadku ciąży zagrożonej natychmiastowe zwolnienie bywa konieczne i wystarczy telefon do pracodawcy.


Zdjęcie pochodzą stąd


Jeśli spodobał Ci się ten tekst lub w jakimś stopniu uważasz go za przydatny, ważny lub wart zobaczenia będę wdzięczna za jego polubienie i udostępnienie (żółte ikony poniżej).

Będzie mi niezwykle miło, jeśli pozostawisz tu swój komentarz, bo cenię sobie Twoją opinię.

Możesz też polubić mój fanpage na Facebooku oraz śledzić na Instagramie.

Pamiętaj - bez Ciebie to miejsce nie istnieje. Rośnie i rozwija się dzięki Twojej uwadze :)