Ja wam opowiem o czym to jest


W kilku miejscach na moim blogu możecie odnaleźć sporadyczne recenzje przeczytanych książek. Nie wszystkie recenzuje. Nawet nie te, które lubię najbardziej lub najmniej. Zwyczajnie te, po których lekturze mam akurat wolny wieczór i chwilę ciszy. 

Za każdym razem mam ochotę wypaplać jak się książka skończyła. Zupełnie ją rozebrać, obnażyć i nie zostawić na niej suchej nitki. Sama nie wiem dlaczego jeszcze jakoś w wątły sposób trzymam się kanonu jak recenzja powinna wyglądać. I po co w ogóle się go trzymać? Przecież to i tak ocena subiektywna - nie chcesz to nie czytasz.

Zawsze, gdy o tym myślę przypomina mi się okres popularności Pachnidła Patricka Süskinda, a raczej filmu, który powstał z książki. Wszyscy chcieli go wtedy zobaczyć. Ja przez chwilę nawet też. Aż do pewnego wieczoru, kiedy siedzieliśmy z przyjaciółmi i rozważaliśmy pójście do kina. Kolega oglądał już ten film i koniecznie chciał nam o nim opowiedzieć. Ale zbyt dobrze go znaliśmy i czuliśmy, że nie powinniśmy mu pozwalać, żeby się odzywał. 

- Ja go widziałem i mogę wam powiedzieć o czym jest, naprawdę.
- Nie! - stanowczo zaprotestowała jego dziewczyna - Nawet się nie waż, zaraz wszystko wypaplasz. A ja CHCĘ iść na ten film.
- Nie no, ja tylko powiem o co w nim chodzi. Trzy zdania, obiecuję.
- Nie wierzę ci.
- Dobra, daj mu powiedzieć - powiedziałam dla świętego spokoju. Moja asertywność poszła już dawno spać i biernie skapitulowałam. Aż w końcu inni też się zgodzili.
- No niech Ci będzie... ale tylko trzy zdania, pamiętaj - upominaliśmy.
- Dobra. - zaczął uradowany - No więc to jest o takim chłopaku, który jest bardzo wyczulony na zapachy. Dlatego zabija kobiety i robi z nich perfumy, a na koniec wszystkie je ze sobą miesza i oblewa się nimi. Wtedy ludzie wokół się schodzą i go zjadają.

Zapadła cisza. Trzy zdania jak w mordę strzelił. Atmosfera zagęściła się tak, że można ją było nożem ciąć. Kompletnie witki mi opadły.

- O nie! - jego dziewczyna  nie wytrzymała - Jak mogłeś! Wszystko spaliłeś! Nienawidzę cię!
- Ale o co ci chodzi, tak przecież było! - bronił się D.
No i masz babo placek.

Na film się nie wybrałam. Widziałam go znacznie później, gdy trafił do telewizji. Właściwie to "recenzja" D. była bardzo właściwa. No bo "tak przecież było".

Wybaczcie mi więc jak kiedyś mój język za bardzo się rozwiąże.


Jeśli spodobał Ci się ten tekst lub w jakimś stopniu uważasz go za przydatny, ważny lub wart zobaczenia będę wdzięczna za jego polubienie i udostępnienie (żółte ikony poniżej).

Będzie mi niezwykle miło, jeśli pozostawisz tu swój komentarz, bo cenię sobie Twoją opinię.

Możesz też polubić mój fanpage na Facebooku oraz śledzić na Instagramie.

Pamiętaj - bez Ciebie to miejsce nie istnieje. Rośnie i rozwija się dzięki Twojej uwadze :)