Niedziela na wsi. Dzieje pewnej sielanki.


Zima szybkimi krokami zbliża się do naszego kurpiowskiego lasu. Sosny trzeszczą od mrozu - jeszcze niewielkiego, ale jednak -9°C to już raczej nie polska złota jesień. Rozpalony rano ogień trzaska w piecu i ciepło leniwie rozpływa się po całym domu. Ekspres do kawy pokwękuje pracowicie. Ze wstawaniem nie trzeba się spieszyć. Plany na niedzielę? Może wizyta u dziadków lub znajomych? Kościół? (hmm...) Albo spacer, ciepła herbata i książka. Dla Romana kredki, klocki i samochodziki. Ważne, żeby razem i jakoś tak bez myślenia, że praca, pieniądze albo inny problem, który na co dzień wierci nam mózg. I obowiązkowo trochę ciszy.

Sielanka.

A potem się budzę.

Niedziela. Zimno. Roman wstał kapryśny - chyba sny nie dopisały tej nocy. W piecu trzeba rozpalić, ale na szczęście ten zaszczyt mnie omija. Nos zapchany i chwilowo odebrało mi głos, gardło piecze prześcigając się w dolegliwościach z bolącymi zatokami. Zwlekam moje jeszcze śpiące członki z łóżka i zanoszę je do łazienki. Muszę się ogarnąć, bo za chwilę jadę do pracy. Tak, właśnie, do pracy. Bo nie wiem, czy Wam wspominałam, ale moja księgarnia znajduje się w galerii handlowej, a tam pracuje się w niedziele. Mieści się obok jednego z Kościołów. W Galerii nawet umieścili szyld z rozpiską, kiedy odbywają się msze. O ironio! Dwie świątynie obok siebie. Sacrum i profanum. Lepiej nie prowadzić statystyk, która ma więcej wiernych tego dnia, bo mogłoby się łyso zrobić.

L. też często pracuje w niedziele lub sobotę. Ktoś musi pracować, żeby inni mogli odpoczywać. Wspólny wolny weekend? Luksus. Może raz na miesiąc lub dwa.

Sielanka została pogrzebana w mogile obok Kochanowskiego. Teraz mamy już tylko kapitalizm.

Tylko ekspres do kawy zawsze tak samo pomrukuje robiąc nam kawę. Rzadko pita razem, ale przynajmniej z tego samego ekspresu. Uśmiecham się pod nosem, gdy włączam w samochodzie radio i słyszę jak Tomek Lipiński dźwięcznie obiecuje, że jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie.

Jutro znowu do pracy.

Prawa do zdjęcia: Michał Wichowski


Jeśli spodobał Ci się ten tekst lub w jakimś stopniu uważasz go za przydatny, ważny lub wart zobaczenia będę wdzięczna za jego polubienie i udostępnienie (żółte ikony poniżej).

Będzie mi niezwykle miło, jeśli pozostawisz tu swój komentarz, bo cenię sobie Twoją opinię.

Możesz też polubić mój fanpage na Facebooku oraz śledzić na Instagramie.

Pamiętaj - bez Ciebie to miejsce nie istnieje. Rośnie i rozwija się dzięki Twojej uwadze :)