Król jest nagi


Chociaż nigdy nie rozumiałam zachwytów nad tabletami przyszedł w moim życiu ten" moment, w którym uświadomiłam sobie jego praktyczność. Tak oto - trochę z chęci i trochę z przypadku weszłam w posiadanie jednego z nich. Gdy pewnego wieczoru Roman grzecznie usnął wyśliznęłam się delikatnie przez drzwi wyjściowe na dwór i usiadłam przed domem rozkoszując się resztkami lata.

Włączam mój nowy tablet z radością posiadania Wi-Fi na swoim zadupiu. Nikt mi nie przeszkadzał, a cisza wgryzała się przyjaźnie w mój głośny świat. Starałam się uporać z tym błogosławieństwem techniki i odkryć jego możliwości, które rychło miały ułatwić i uprzyjemnić mi życie. Naprędce zalogowałam się do maila - cudownie! Internet działa! Przeglądam wiadomości w moim małym cudzie, patrząc na gwiazdy i słuchając muczenia krowy, która z jakiegoś powodu została przez jednego z sąsiadów pozostawiona na noc na przydomowym pastwisku.

Upajałam się tym eklektycznym klimatem.

Pociłam się nad nowym urządzeniem niemiłosiernie, żeby w jak najkrótszym czasie zorientować się w jego opcjach i możliwościach. Otoczona ciemnością jednak nagle poczułam na sobie obcy wzrok...

Czułam, że ktoś (coś?) bacznie mnie obserwuje - wie dokładnie gdzie jestem, kim jestem, zna moją przeszłość i bezlitośnie przewierca mnie oczami szczerząc chytrze zęby. Poczułam mrowienie na plecach. Zatopiłam się jeszcze bardziej w opcje mojego nowego nabytku. Niepokojące uczucie potęgowało się z każdą chwilą. Poczułam się otoczona tłumem ludzi i przedmiotów. Chociaż gdzie okiem sięgnąć nie było żadnego człowieka - wszyscy już spali albo zajmowali się własnymi sprawami. A w samym centrum wszystkiego ja - jak w klasycznym śnie, w którym jesteś nagi i wszyscy na ciebie patrzą, a ty nie możesz z tym nic zrobić. Jesteś zawstydzony i bezsilny.

Wystarczyło połączenie niewielkiego urządzenia z internetem, żeby uświadomić sobie swoją nagość. Na tablecie odkryłam nie tylko to, że zna moje położenie i wszystkie dane nie gorzej niż kartoteka policyjna. Posiadał też moje zdjęcia, które dawno wykasowałam z pamięci bloga, historię wyszukiwania trasy przejazdu na Mapach Google sprzed dwóch miesięcy, której używałam na komputerze teściowej. Pamiętał nawet moje panieńskie nazwisko chociaż używałam go ma facebooku przez około tygodnia jakieś... pięć lat temu.

Natychmiast ustawił profil" nowego użytkownika na podstawie moich internetowych penetracji internetu. W mgnieniu oka zostały w plikach automatycznie utworzone foldery zdjęć pełne fragmentów mojego życia, które już nie pamiętam kiedy i gdzie nieostrożnie udostępniłam. Chociaż zawsze uważałam się za rozsądną w kwestii ekshibicjonizmu internetowego, gdzieś kilkakrotnie popełniłam błąd. Niektórych sama nie widziałam od wieków! Posiadał więcej moich wspomnień niż ja sama i uświadomienie sobie tego nie było bynajmniej niczym w rodzaju podróży sentymentalnej. Bliżej mi było do Don Kichota z La Manchy - jak błędny rycerz poczułam się zbyt krucha w brutalnie realnym świecie.

Prywatność stała się mętnym złudzeniem naiwnych ludzi szukających rozrywki i ja również do nich należałam. Już nie siedziałam skryta na środku kurpiowskiego lasu pogrążonym w mroku. Tkwiłam w złotej klatce.


Kocia zakładka do książki, którą widzicie na zdjęciu pochodzi od autorki bloga Pełen zlew :)




Jeśli spodobał Ci się ten tekst lub w jakimś stopniu uważasz go za przydatny, ważny lub wart zobaczenia będę wdzięczna za jego polubienie i udostępnienie (żółte ikony poniżej).

Będzie mi niezwykle miło, jeśli pozostawisz tu swój komentarz, bo cenię sobie Twoją opinię.

Możesz też polubić mój fanpage na Facebooku oraz śledzić na Instagramie.

Pamiętaj - bez Ciebie to miejsce nie istnieje. Rośnie i rozwija się dzięki Twojej uwadze :)