Księgarz? A co to?

Kiedyś księgarz to był ktoś, kto zna się na książkach - usłyszałam ostatnio od pewnej osoby, która dowiedziała się, gdzie pracuję. Kiedyś? Hmmm... Drogi Panie, otóż ja, księgarz, stoję przed Panem. I chociaż w niczym nie przypominam starszego Pana w okularach z lekkim "garbem", będącym skutkiem ciągłego pochylania się nad książką, który jest utożsamiany z tym mitycznym niemal zawodem, to właśnie nim jestem - w dżinsach, makijażu i butach na obcasie. Istnieję i mam się dobrze, a swój zawód traktuję poważnie.

Jestem księgarzem. Tak, oznacza to, że sprzedaję książki. Czym więc różnię się od Pani sprzedającej w kiosku, czy markecie? Przede wszystkim dziedziną handlu, ale nie tylko. Często słyszę: "Ale fajnie, pracujesz w księgarni i możesz czytać książki". Poważnie? Super, ale ty też to możesz robić, bo pewnie - podobnie jak ja - nie robisz tego nigdy w pracy, ale poza nią. Księgarstwo nie polega na czytaniu, bo czytanie to pasja niezależna od zawodu, przyznaję jednak, że w moim przydaje się wyjątkowo. Księgarz zna się na książce, bo każdy sprzedawca powinien znać się na tym, co sprzedaje i to tyle moi drodzy. Business is business. Musimy umieć liczyć, kalkulować, znać się na handlu i na rynku książki, żeby przetrwać.

Jest jednak pewna rzecz, o której często się nie mówi - księgarz bierze udział w rozpowszechnianiu kultury. To nie górnolotne idee fanatycznych moli książkowych oderwanych od rzeczywistości, ale fakt. Książka to dobro kultury, a księgarz je gromadzi, kataloguje, sprzedaje. Książki to nie tylko okładka i trochę papieru i nie za to tak naprawdę płacimy. To też treść, która czasem jest czymś więcej niż tanią rozrywką, karmiącą fanów Greya swoją rozwiązłością, ale wiedza tych, którzy je tworzą i ich ciężka praca, a autorzy nie chcą za darmo rozdawać w internecie czegoś, co im samym za darmo nie przychodzi. Dzisiaj jednak wielu zapomina, że szewc robi buty, a nie tylko zmienia fleki w marketowych pantoflach, którym chcemy przedłużyć życie, a garbarz zajmuje się obróbką skór, a nie tylko skracaniem pasków z ekoskóry. Gubimy gdzieś szacunek dla ludzkiej wiedzy i umiejętności, ignorując ich znaczenie. Zapominamy, że jeszcze są zawody inne niż informatyk, lekarz, prawnik czy menadżer.

Zawsze, gdy o tym myślę przypomina mi się pewna historia, która stała się już niemal anegdotą. 

Rozmowa w szpitalu, gdzie byłam przyjmowana na oddział jeszcze w siódmym miesiącu ciąży. Pytania standardowe, czyli informacje o przyszłych rodzicach dziecka lekko kołyszącego się jeszcze pod sercem mamusi.
- Zawód męża - zapytała pielęgniarka.
- Kierowca - odpowiedziałam. Zapisała skrupulatnie.
- Pani zawód?
- Księgarz - odpowiedziałam z taką samą pewnością.
- Yyhh... - wyczułam lekką konsternację w głosie - mogłaby Pani powtórzyć?
- Księgarz.
- Ale że niby jak, nie rozumiem - to znaczy księgowa tak?
- Nie proszę Pani, księgarz, pracuję w księgarni i sprzedaję książki - dodałam dla ścisłości.
- Aha - zamruczała i zapisała, ale jakoś tak niepewnie, jakby nie powinna tego robić. Spojrzenie, którym mnie wtedy obdarzyła niosło ze sobą dużą dozę podejrzliwości. Zapewne podobnie zareagowałaby, gdybym powiedziała, że jestem talibskim terrorystą, który urwał się z pobliskich Klewek na krótką wizytę w szpitalu - niby wszyscy mówią, że tam byli, ale nikt ich nie widział.

Tak oto omal nie zostałam księgową. Chociaż po części nią jestem, bo moja obecna funkcja ode mnie tego wymaga przynajmniej w podstawowym wymiarze. To był dzień, w którym uświadomiłam sobie nietypowość i archaiczność mojego zawodu.

Coraz częściej jednak myślę o tym, że powoli zaczynamy się orientować, że wiedza z internetu nie zastąpi doświadczenia fachowca. Czynnik ludzki to dalej coś, co trudno podrobić nawet japońskim robotykom. Jest więc nadzieja moi drodzy. Szukajcie ludzi, którzy się znają na tym, co robią, bo to daje jakość o kilka poziomów wyższą od "wszystko za pięć złotych".


Prawa do zdjęcia: photoangel


Jeśli spodobał Ci się ten tekst lub w jakimś stopniu uważasz go za przydatny, ważny lub wart zobaczenia będę wdzięczna za jego polubienie i udostępnienie (żółte ikony poniżej).

Będzie mi niezwykle miło, jeśli pozostawisz tu swój komentarz, bo cenię sobie Twoją opinię.

Możesz też polubić mój fanpage na Facebooku oraz śledzić na Instagramie.

Pamiętaj - bez Ciebie to miejsce nie istnieje. Rośnie i rozwija się dzięki Twojej uwadze :)