Podsumowania nie będzie

Nie wierzę w noworoczne postanowienia, a już na pewno nie w ich moc sprawczą. Wszędzie czytam podsumowania zeszłego roku i nawet zaczęłam pisać własne - nie wyszło. Znajduje je niemal na każdym blogu, do którego zajrzę i wybaczcie, ja wysiadam z tego pociągu. Ale ten dzień jednak nie był bezowocny.


Natrafiła za to na konkurs blogów parentingowych na Tekstualnej. Mało - nawet swój głos oddałam. I pomyślałam - okiem rzucę, może zasilę moje konto na Bloglovin' jakimiś nowymi blogami, będzie co czytać, gdy już jakimś cudem znajdę trochę wolnego czasu. 


Zastanawiałam się nawet, czy mój blog można by nazwać parentingowym. Właściwie czemu nie, przecież mój świat kręci się wokół Romana i jest przez niego zdominowany w każdym znaczeniu tego słowa.

Ale przejrzałam blogi, poczytałam i hmmm... chyba zdanie zmieniłam. Nie jestem nawet w połowie tak parentingowa jak oni. Bo właściwie mój blog jest przede wszystkim o mnie, zupełnie egocentrycznie i pospolicie o mnie i kropka. A Roman? Roman to też ja. W końcu ze mnie się wydostał i ze mnie wysysa siły witalne.


Obejrzałam wszystkie zaproponowane blogi. Większość z nich wieje profesjonalizmem. Są świetnie skrojone - cieszą oko i wprawiają mnie samą w zakłopotanie, gdy spojrzę na własny twór. Nie dziwię się, że moje wypociny leżą gdzieś w odmętach internetu zepchane w ciemny kąt. Podobnie jak ja sama, mój blog znajduje się właściwie w lesie. Więc jeżeli macie jakieś uwagi to walcie śmiało. Może nie pomorduję za "dobre rady".

W większości treść ich mnie dziwnie przytłoczyła. Ale zdecydowałam zaglądnąć jednak czasem do niektórych. Pierwszy z nich znałam i czytałam wcześniej - graficznie zupełnie mi się nie podoba (wybacz Matka), ale treść robi swoje. Pozostałe mam zamiar pośledzić przez pewien czas. Zobaczymy. A oto one:


A jeżeli chodzi o podsumowanie roku. To właściwie jest jedna mała rzecz, o której warto wspomnieć. Roman, moje powietrze i moja miłość zawładnął moim życiem. Dał mi w kość wiele razy, podarował mi milion uśmiechów i ścisnął moje serce do granic. Dzięki niemu znalazłam w sobie pokłady sił, o których nie miałam nawet pojęcia. Zmienił mój świat i chwała mu za to.

Tak, to był bardzo długi rok...



Jeśli spodobał Ci się ten tekst lub w jakimś stopniu uważasz go za przydatny, ważny lub wart zobaczenia będę wdzięczna za jego polubienie i udostępnienie (żółte ikony poniżej).

Będzie mi niezwykle miło, jeśli pozostawisz tu swój komentarz, bo cenię sobie Twoją opinię.

Możesz też polubić mój fanpage na Facebooku oraz śledzić na Instagramie.

Pamiętaj - bez Ciebie to miejsce nie istnieje. Rośnie i rozwija się dzięki Twojej uwadze :)