Myśli złote i pozłacane



Czy ktoś jeszcze pamięta te niepozorne zeszyty, które krążyły po szkole wśród znajomych i nieznajomych, skrytych sympatii lub ukrywanych wrogów? Zawierały szereg właściwie nikomu niepotrzebnych pytań, które miały służyć zaspokojeniu naszej nie zawsze zdrowej ciekawości. U nas nazywaliśmy je Złotymi Myślami (chociaż dziś nazwałabym je raczej pozłacanymi, żeby nie powiedzieć po prostu tombakowymi). Skarbnica wiedzy o nas i naszych znajomych. To taki facebook właściwie, tylko bardziej dotykalny. Facebooka w końcu nie mogę schować do kartonu i wynieść na strych, a Złote myśli tak...

Pierwsze założyłam jak miałam 13 lat, a potem jak miałam chyba 15. Wybaczcie, ale nic szlachetnego w nich nie znalazłam, za to sentyment mam do nich ogromny. Zauważyłam nawet, że te wpisy, które bawiły mnie najbardziej należą do osób, z którymi do dziś utrzymuję czynny kontakt. Nie ma co - zatrzymałam przy sobie najciekawszych ludzi.

Pytania - te przygotowywało się z największą starannością, bo świadczyły o właścicielu. Były raczej standardowe, ale czasem można było się postarać czymś zaskoczyć.


Moje ulubione pytania, które zawierały moje (i tylko moje) Złote Myśli:

  • Co lubisz
  • Czego nie lubisz?
  • Co cię wkurza?
  • A może ktoś cię wkurza?
Ta seria pytań wykańczała czasem nawet najbardziej cierpliwych - i taki był mój zamiar. Chyba po prostu chciałam zobaczyć, jak ludzi będą na nie reagować. 

  • Czy lubisz moją siostrę?
Po co była mi ta wiedza?! Nie pytajcie. I ty siostra też nie pytaj. Przyjmijmy, że byłam rodzajem szpiega siostrzanego.

  • Ile masz zębów?
Oj tak, to pytanie wiem, czemu zadawałam. Mało kto wiedział ile naprawdę ma zębów. To takie w sumie filozoficzne trochę pytanie, bo zmuszało do głębszego przemyślenia z pozoru błahych rzeczy. No i wyobrażałam sobie, jak ktoś ślęczy nad moim zeszytem i biedak liczy te swoje zęby choćby z ciekawości. Cudowne uczucie :)
  • O czym myślisz w Kościele?

Myślę, że gdyby ludzie odpowiedzieliby prawdę to można by napisać o tym książkę i to z całą pewnością byłby bestseler... 


A sekreciki pamiętacie? Takie małe niepozorne zagięcie na rogu kartki, skrupulatnie zdobione. Pamiętam te dyskusje na korytarzu na temat moralnego aspektu zaglądania do cudzych sekretów. Ja znalazłam u siebie tylko dwa. Chyba ludzie nie byli skorzy do przekazywania mi swoich tajemnic... 


A najciekawsze w nich było to, że z reguły nie zawierały żadnej wiedzy tajemnej, ot po prostu - były i wzbudzały ciekawość i to wystarczyło.


A na koniec - kilka osobistych perełek.

Moja ulubiona strona, bo promocyjna. Wierszyk popularny, ale zawierający w sobie zadziwiająco wiele prawdy (chyba jak dorosłam to dopiero to odkryłam). Zakochałam się w nim po latach.


Uwielbiam te głębokie wpisowe wierszyki :)


Pokusiło mnie nawet, żeby zadać pytania: Co o mnie myślisz? 

I właściwie chyba otrzymałam tylko jedną naprawdę szczerą odpowiedź:
Nie myślę w sumie o Tobie, bez urazy, ale to chyba lepiej.


Pamiętacie, jak niedawno za sprawą pewnej życzliwej koleżanki przechodziłam małą tapetową przemianę? Tak, to ta sama osoba. Nic się nie zmieniła, uwielbiam jej szczerość.

*Zdjęcie na samym początku to jeden z wielu wpisów mojej Siostrzyczki. Przejmowała moje zeszyty kilkukrotnie, więc jej wpisów mam zdecydowanie najwięcej

Uwielbiam do tych zeszytów czasem wracać. A Wy mieliście takie magiczne myśli złotopodobne?



Jeśli spodobał Ci się ten tekst lub w jakimś stopniu uważasz go za przydatny, ważny lub wart zobaczenia będę wdzięczna za jego polubienie i udostępnienie (żółte ikony poniżej).

Będzie mi niezwykle miło, jeśli pozostawisz tu swój komentarz, bo cenię sobie Twoją opinię.

Możesz też polubić mój fanpage na Facebooku oraz śledzić na Instagramie.

Pamiętaj - bez Ciebie to miejsce nie istnieje. Rośnie i rozwija się dzięki Twojej uwadze :)