poniedziałek, marca 06, 2017
Czas, żeby zwolnić
Już na początku ciąży ustaliłam sobie pewną granicę, do kiedy powinnam pracować i kiedy zdecydować się na zwolnienie. Wtedy wydawało mi się, że mam jeszcze wiele czasu i zastanawiałam się, czy w ogóle dotrzymam do tego piątego miesiąca ciąży. Szybko jednak czas zweryfikował moje obawy. Bywały dni, że byłam herkulesem, który zapominał, że ma ograniczenia – tytan pracy z lekko odstającym brzuszkiem, bo jeszcze tyle do zrobienia, trzeba dopiąć wszystko na ostatni guzik i tylko kąśliwe syczenie przyjaciółki za moimi plecami przypominało mi, że powinna raczej zwolnić niż podkręcać obroty (tak, pracuję z przyjaciółką jako podwładną – da się.). Wszystko po to, żeby następnego dnia po 22:00 wyturlać się zgiętą w pół z samochodu z obawą, że wyrzygam dziecko z obiadem (wiem – ciąża to nie choroba, ale i tak szkoda, że mnie nie widzieliście w krzakach przed moim domem w błogosławionej pozycji turlająco-człapiącej ze wzrokiem dobijanej zwierzyny).
