czwartek, marca 16, 2017
Moje dzieciństwo na wsi, czyli za co najlepiej wspominam lata 90.
To była jedna z wycieczek szkolnych w podstawówce. Pojechaliśmy do Stolicy zobaczyć wielki świat. Dla wielu największą atrakcją była oczywiście wizyta w McDonald's, ale na szczęście znaleźliśmy też czas na ZOO.
Ustawiliśmy się parami, trzymając grzecznie za ręce. Byliśmy prawdopodobnie najbardziej ułożoną grupą dzieciaków w tym miejscu, bo za bardzo baliśmy się zgubić w miejskiej dżungli. Stałam na końcu z koleżankami - miałyśmy po jakieś 10-11 lat, więc nie uśmiechało nam się trzymać za rączki, co nasz dyrektor uznał za niesubordynację i sianie nieposłuszeństwa. Stojąc na początku całego szeregu krzyknął do nas tak, żeby pół ogrodu zoologicznego słyszało:
- Ustawić się natychmiast! Co to ma być? Nie zachowujcie się, jakbyście byli ze WSI!
- Proszę Pana! - krzyknęłam z taką samą siłą, wychodząc z szeregu - ale my jesteśmy ze WSI!
