Mój 1% - z kim się podzielić i dlaczego tak bardzo tego nie lubię


Fala ruszyła i osiąga powoli apogeum, biorąc pod uwagę fakt, że wielu Polaków rozlicza się w ostatniej chwili to jeszcze moment to potrwa.

Styczeń jest jeszcze spokojny - PIT-y nierozesłane i sami podatnicy jeszcze nie myślą u wizycie w US. Powoli jednak przychodzi luty, a potem z hukiem marzec. Zaczęło się. Wchodzisz do sklepu i zbierasz garść ulotek o dzieciach, których choroby są ci znane mniej niż chińskie przysłowia w oryginale i spotkało je tyle nieszczęść ile ty i twoja rodzina razem wzięci byście nie uzbierali. Ledwie się możesz pozbierać od samego czytania. Jeśli jeszcze nie masz wybranej osoby, z którą podzielisz się swoim skromnym procentem to masz w czym wybierać.

To nic. 

Otrząsasz się, decydujesz i czekasz na ten cholerny PIT. Wieczorem robisz ciepłą herbatę i relaksujesz się skrolując fejsa. Szybko orientujesz się jaki błąd popełniłaś, bo tam jeszcze więcej wezwań i próśb. Ludzkie tragedie wylewają się z monitora komputera, przyklejając się do ciebie jak lepka masa, której nie możesz się pozbyć chociaż pod prysznicem szorujesz się do czerwoności.

Napływa potok czarnych myśli. Ta ciąża zrobiła z ciebie ciepłe kluchy, chociaż i tak nigdy nie byłaś twarda. Płaczesz na reklamach pampersów, gdzie różowe bobasy uśmiechają się do ciebie bezzębnie, a co dopiero to. 

Patrzysz na swój co raz większy brzuch i wydaje ci się, że w tym kraju już się zdrowe dzieci nie rodzą i odganiasz czarne myśli. Z trudem opanowujesz się, żeby w środku nocy nie zadzwonić do swojego ginekologa, błagając o wizytę, żeby się upewnić, że jednak są dwie ręce i dwie nogi i masz się uspokoić wariatko.

Nie możesz się doczekać, kiedy się to wszystko skończy. I żałujesz. Żałujesz, że nie jesteś zimną suką, która woli oglądać buty na Zalando, a procent odda temu, kto ma lepszą fotkę na ulotce i ładny fanpage na portalach społecznościowych. Lepiej by ci było zmienić się w mysz i schować do dziury. Udawać, że sprawy nie ma.

Te uczucia miną, wiesz o tym. W głębi duszy cieszysz się, że jesteś po tej drugiej stronie barykady. Rozliczenia się skończą, a ty wrócisz do swojego świata, w którym są tylko twoje problemy. A własne problemy łatwiej udźwignąć niż tragedie tysięcy.

Nie lubię tego okresu, nienawidzę, bo jestem za miękka. Bo ten czas odkrywa niemal wszystkie moje słabości i wizualizuje najgorsze lęki.

A komu ja oddaję swoje skromne kilka groszy? Poznajcie Filipka. Ma dużo szczęścia, bo ma szanse na całkowicie normalne życie (z aparatami słuchowymi oczywiście) i rodziców, którzy góry przeniosą, żeby je dla niego wywalczyć. Dlaczego on? Bo to synek moich przyjaciół, którzy na to zasługują. Więc jeśli byście jeszcze nie wybrali, no wiecie...




Prawa do zdjęcia należą do jannoon028
Ulotka na końcu posta pochodzi z profilu Halo Filip


Jeśli spodobał Ci się ten tekst lub w jakimś stopniu uważasz go za przydatny, ważny lub wart zobaczenia będę wdzięczna za jego polubienie i udostępnienie (żółte ikony poniżej).

Będzie mi niezwykle miło, jeśli pozostawisz tu swój komentarz, bo cenię sobie Twoją opinię.

Możesz też polubić mój fanpage na Facebooku oraz śledzić na Instagramie.

Pamiętaj - bez Ciebie to miejsce nie istnieje. Rośnie i rozwija się dzięki Twojej uwadze :)