Nie musisz być geniuszem, żeby być szczęśliwy.

 

Nadeszły czasy, że mamy pełną odpowiedzialność za swój los i jest nam to powtarzane na każdym kroku. Cieszę się, że urodziłam się właśnie teraz. Ale to nie będzie tekst motywacyjny, a przynajmniej nie taki, jaki sobie wyobrażacie. To tekst o tym, że szczęście powinniśmy budować wedle potrzeb.

Przepraszam, że jestem złą matką



Kochany Synku,

piszę do Ciebie, bo chciałam przeprosić za to, że jestem złą matką.

Odkąd się urodziłeś starałam się stosować mądrości, które pomogły mi nauczyć Cię lepiej spać i ulżyć w dokuczliwych kolkach, ale nawet najlepsze techniki w końcu przestawały działać, bo się zmieniałeś. Przepraszam, bo nie zawsze nadążam. Bo kiedyś nigdy nie chciałeś, żeby Cię kołysać w wózku. Nigdy, aż do tego dnia, kiedy zachciałeś, a ja płakałam, że gdzieś musiałam popełnić błąd. Zapomniałam, że sama kiedyś nie lubiłam oliwek, do czasu, gdy po raz kolejny zjadłam je tylko z grzeczności i od tamtej pory nie wyobrażam sobie sałatki greckiej bez nich. Często nie rozumiem niektórych zmian, bo zjawiają się nawet wtedy, gdy nie wyraziłam na nie oficjalnej zgody. Wybacz, bo nie mogę ich przewidzieć i nie mogę wcześniej nauczyć się na nie reagować. Nie umiem tego, bo nie potrafię być dobrą matką.

Przepraszam, że Twój płacz często odbieram jako własną porażkę i egoistycznie skupiam się nad tym, w jaki sposób to naprawić zamiast zapomnieć o sobie i zwyczajnie pomóc Ci posklejać Twój mały świat, który rozpadł się na kawałki po tym, jak w samochodziku odpadło koło. Trudno mi czasami spojrzeć na wszystko z boku i nie starać się na siłę naprawiać błędów, których nie popełniłam. To jak łatanie podartego swetra, który chcesz perfekcyjnie zszyć, a gdy z dumą stwierdzasz, że pozbyłeś się wszystkich dziur to okazuje się, że zaszyłeś też otwory na głowę i ręce.