Ja wam opowiem o czym to jest


W kilku miejscach na moim blogu możecie odnaleźć sporadyczne recenzje przeczytanych książek. Nie wszystkie recenzuje. Nawet nie te, które lubię najbardziej lub najmniej. Zwyczajnie te, po których lekturze mam akurat wolny wieczór i chwilę ciszy. 

Za każdym razem mam ochotę wypaplać jak się książka skończyła. Zupełnie ją rozebrać, obnażyć i nie zostawić na niej suchej nitki. Sama nie wiem dlaczego jeszcze jakoś w wątły sposób trzymam się kanonu jak recenzja powinna wyglądać. I po co w ogóle się go trzymać? Przecież to i tak ocena subiektywna - nie chcesz to nie czytasz.

Zawsze, gdy o tym myślę przypomina mi się okres popularności Pachnidła Patricka Süskinda, a raczej filmu, który powstał z książki. Wszyscy chcieli go wtedy zobaczyć. Ja przez chwilę nawet też. Aż do pewnego wieczoru, kiedy siedzieliśmy z przyjaciółmi i rozważaliśmy pójście do kina. Kolega oglądał już ten film i koniecznie chciał nam o nim opowiedzieć. Ale zbyt dobrze go znaliśmy i czuliśmy, że nie powinniśmy mu pozwalać, żeby się odzywał.