Zosia - historia taka jak inne



Dziś chciałabym, żebyście poznali Zosię - uroczą, mądrą, szczerą i uśmiechniętą osobę. Posłuchajcie.


Książki na jesień - co warto przeczytać #1


No i w końcu przyszła jesień. Nie wiem jak u was, ale u mnie większość cudnie kolorowych liści już opadła i zaczęło robić się szaro. Jak na złość dzień się skrócił - czy on to zawsze musi robić o tej porze roku? Zaczęłam rozglądać się za kocem i kupiłam zapas herbaty. Łapię wolne momenty i czytam. Chwilowo zaprzyjaźniłam się na nowo z Carlosem Ruizem Zafonem, ale o tym może innym razem.

Niżej książki, które polecam na jesień - każda z zupełnie innej beczki.

Ten jeden dzień



A gdybyś tak dziś była w stanie ocenić, która z przeżywanych przez ciebie chwil będzie TĄ chwilą, którą opowiesz wnukom, która stała się częścią ciebie i bez niej nie byłabyś tą samą osobą?

Druga ciąża - czy na pewno wiesz, w co się pakujesz?

Ja właściwie myślałam, że wiem w co się pakuję. Pierwsza ciąża przebiegała prawidłowo z przepisowymi mdłościami i podobnymi rewelacjami, dlatego dwie kreski na teście nie wprawiły mnie w tak wielką konsternację jak za pierwszym razem. To był grudzień 2016. Dzisiaj mam za sobą już dwie ciąże, dwa nowe doświadczenia, dwa różne zjawiska, które tylko pozornie były tym samym.

Latem z okien samochodów turyści wyrzucają nie tylko śmieci


Mieszkamy przy drodze krajowej nr 53. Moja wioska jest ostatnią w województwie mazowieckim, a jej koniec wyznacza granicę administracyjną Warmii i Mazur. Na nasze poczciwe Kurpie mało kto zmierza latem, za to na Mazury tłumnie przybywają turyści. Niemal cała Warszawa przejeżdża niedaleko mojego domu, żeby dotrzeć na upragnione wakacje. W drodze do celu w naszych gęstych lasach bardzo często zostawiają coś po sobie. Przyzwyczaiłam się już do torebek po szybkim posiłku z McDonald's lub kubków po kawie z Orlenu, a nawet tych ze Starbucksa - prosto ze Stolicy. Kolą w oczy, ale najgorsze jak kroi się serce, kiedy zobaczysz, co jeszcze zostawili na trasie swojej podróży.

O tym jak zrobiłam sobie dziecko, żeby dostać 500+


Do myszynieckiego Urzędu Miasta zaglądam sporadycznie - czasami podrzucałam tam mamę, żeby mogła zobaczyć się z koleżankami, bo dawniej tam pracowała. Ostatnio jednak pokornie podreptałam na ostatnie piętro i ustawiłam się w kolejkę do gabinetu nr 24 z wnioskiem. Przyszłam po jałmużnę od państwa, chociaż nie jestem przyzwyczajona, żeby prosić o pieniądze, których nie zarobiłam. Przyszłam, bo jednak są mi potrzebne i mi się należy.

Lubię, gdy jest dziko! Czyli dlaczego warto odwiedzić z dziećmi Kadzidłowo


Pamiętam, jak pierwszy raz zabrali nas, dzieci ze wsi, do ZOO. Właściwie pamiętam z niego tyle, że hipopotamy śmierdziały, niedźwiedź brunatny się schował, a słoń był daleko i podobno zdechł niedługo po tym, jak tam byliśmy.

Drugi raz wspominam lepiej, a było to rok temu, kiedy postanowiłam zabrać tam Romana. Już nie śmierdziało i nikt się przed nami nie chował. Romek zafascynowany był lwem, a ja w osłupieniu obserwowałam jak hipopotam robił kupę (wierzcie mi lub nie, ale naprawdę było warto). W tym wszystkim jednak brakowało mi jednego - byliśmy biernymi obserwatorami zwierząt żyjących w sztucznym środowisku. Jestem dzieckiem lasu i wsi - lubię dotknąć i spróbować. Dlatego na kolejną przygodę zabrałam syna do Kadzidłowa do Parku Dzikich Zwierząt.

Matka Polka kontra Matka Nowoczesna, czyli czym różnimy się od własnych Matek


Jedno ze znanych afrykańskich powiedzeń mówi, że do wychowania dziecka potrzebna jest cała wioska. I nie chodzi tu o spychanie odpowiedzialności na społeczeństwo w kwestii opieki nad potomstwem. To rodzice są odpowiedzialni za wychowanie, dają dziecku kręgosłup, są też kluczowi w okresie niemowlęcym i bardzo wczesnym dzieciństwie. Jednak mam nieodparte wrażenie, że jako stworzenia społeczne, potrzebujemy ludzi, żeby się rozwinąć - rodzinę, sąsiadów, przypadkowo spotkanych przechodniów. Rodzic jest centrum świata, ale nie całością.

Dzisiaj zamykamy się w swoich mieszkaniach i domach. Odwiedzamy się, uprzedzając o tym tydzień wcześniej, planujemy życie towarzyskie i... nie wtrącamy się do nie swoich spraw. Cudownie. Ale w całym tym ułożonym i zaplanowanym świecie bycie rodzicem zaczyna się widzieć jako wędrówka bardziej samotna, samodzielna, zamknięta w czterech ścianach i skupiona wyłącznie na relacji rodzic-dziecko, najczęściej matka-dziecko. No więc Matko sobie radź - bądź kucharką, psychologiem, opiekunką, przyjaciółką, przewodniczką, wychowawczynią w jednym. Osiągnij to jak chcesz, ale rób to sama.

Cztery filmy, które warto obejrzeć


Nie tylko długie zimowe wieczory i jesienne pochmurne popołudnia nadają się, żeby sięgnąć po film. Ja nie robię tego często z powodu życia w wiecznym niedoczasie, ale zdarza się i mi - szczególnie w deszczowe lato, kiedy Roman padnie po całym dniu. Przeważnie mam taki filmowy tydzień, po którym następuje długa przerwa. Jeśli tak samo jak ja lubicie filmy z polecenia to oto moje typy.

Jedna rzecz, którą uświadomiłam sobie, gdy skończyłam trzydziestkę


Kiedy masz 20 lat cały świat jest morzem możliwości - możesz być kimkolwiek i gdziekolwiek, a niemal każda twoja decyzja nie wydaje się zakrawać o wieczność. Wiesz, że możesz jeszcze wszystko zmienić i zacząć od początku bez obaw, że świat runie w gruzach. Jeszcze masz na wszystko czas - możesz być Billem Gatesem albo Jimim Hendrixem, a najlepiej z pieniędzmi pierwszego i pasją drugiego. Jeszcze wierzysz, że jutro zaczyna wszystko od początku, a każdy zakręt to tak naprawdę kolejna droga i kolejna przygoda, która da ci doświadczenie, mogące zaowocować na przyszłość. 


Dobre rady, czyli 5 tekstów wsparcia, których nie chcę od Ciebie słyszeć Przyjacielu


Pewnego dnia usłyszałam, że im częściej przebywamy w towarzystwie przyjaciół, tym bardziej doceniamy swojego psa. Miałam kiedyś takiego psa - rudy był, ale nie wredny (no może trochę, czasem, ale nie dla mnie). Tęsknię za nim do dziś. Oj, wart był tych wylanych łez, którymi go opłakiwałam.

Ale mamy przecież jeszcze przyjaciół - pół życia nam zajmuje, żeby się siebie nauczyć, docenić i zrozumieć, które znajomości warte są uwagi i pielęgnacji, a kiedy lepiej z uśmiechem i dystansem wycofać się rakiem, podziękować uprzejmie za to, co było i wyjść po cichu.

Nikt nie patrzy na baby w ciąży


Dzień święty trzeba święcić dlatego kolejki w Biedronce zakręcały się dziś jak świński ogonek. Mąż w pracy, dziecko w przedszkolu, a świąteczne zakupy nie zrobią się same. Czwartek to często w takich miasteczkach, jak nasze dzień targowy, dodajmy do tego wielkanocne szaleństwo i wychodzi bigos. Miałam zrobić zakupy wcześniej i się w to nie pakować, być przewidywalną i mądrzejszą. Miałam też w wieku trzydziestu lat być bogata i podróżować po świecie. Jedno i drugie nie do końca mi wyszło. Zdarza się.

UWAGA, BABA Z BRZUCHEM

Ciąża to nie choroba, ale bycie kobietą też nie, a lubimy jak nas w drzwiach ktoś przepuści lub drzwi do bloku otworzy, gdy idziemy z zakupami i mamy za mało rąk. Pieszy na pasach to też nie święta krowa, ale jak ktoś się zatrzyma, żebyśmy w końcu mogli przejść przez ruchliwą ulicę, to chwali się jego uprzejmość. W końcu jesteśmy tacy kulturalni i cywilizowani. Ale jeśli jesteś w ciąży to lepiej ci czasem udawać, że nie jesteś, że tylko zjadłaś za dużo spaghetti i pączków stąd niefortunny efekt. Bo twoja ciąża to często większy problem dla innych niż dla ciebie samej.

Wszystko będzie dobrze Kochanie


Z poniedziałkami to różnie bywa, tak słyszałam. Do tej pory, ze względu na mój tryb pracy, dni mi się myliły i właściwie nie wiem, czy początki tygodnia były mniej czy bardziej udane, bo czasami jak chciałam się na ten poniedziałek zezłościć i się na nim wyżyć jak należy to się okazywało, że jest właściwie środa, więc już musztarda po obiedzie.

Ale od prawie trzech tygodni ogarniam dom, dziecko i własną ciążę, ponieważ nie chodzę do pracy. Więc jeśli nie widzieliście niespełna trzydziestoletniej kobiety, która uczy się od podstaw dni tygodnia to oto ja. Mam jeszcze drobne problemy, ale jak udało mi się na studiach wykuć Ojcze nasz po starocerkiewnosłowiańsku to i to ogarnę. 

Z tym poniedziałkiem coś ewidentnie jednak było nie tak. Od prawie trzech lat mało widywałam się z moim mężem. On pracował na zmiany i ja pracowałam na zmiany - mijaliśmy się w drzwiach, łazience i w łóżku. W tym ostatnim na szczęście udało na się spotkać, dlatego teraz turlam się z tym brzuchem. Wszystko jakoś szło powoli do przodu, chociaż dawno czuliśmy, że sprawa nie wygląda zbyt ciekawie - co prawda dogadywaliśmy się nieźle, tylko co raz częściej tematy do rozmów nam się kończyły zanim dyskusja rozwinęła się na dobre. Od tego poniedziałku jednak ma miejsce coś, co jest dla mnie zjawiskiem dawno niespotykanym - otóż... mój mąż ma urlop! I nie byłoby w tym nic takiego szczególnego, bo to właściwie zdarzało się mu już wcześniej. Ale.

Mój 1% - z kim się podzielić i dlaczego tak bardzo tego nie lubię


Fala ruszyła i osiąga powoli apogeum, biorąc pod uwagę fakt, że wielu Polaków rozlicza się w ostatniej chwili to jeszcze moment to potrwa.

Styczeń jest jeszcze spokojny - PIT-y nierozesłane i sami podatnicy jeszcze nie myślą u wizycie w US. Powoli jednak przychodzi luty, a potem z hukiem marzec. Zaczęło się. Wchodzisz do sklepu i zbierasz garść ulotek o dzieciach, których choroby są ci znane mniej niż chińskie przysłowia w oryginale i spotkało je tyle nieszczęść ile ty i twoja rodzina razem wzięci byście nie uzbierali. Ledwie się możesz pozbierać od samego czytania. Jeśli jeszcze nie masz wybranej osoby, z którą podzielisz się swoim skromnym procentem to masz w czym wybierać.

To nic. 

Otrząsasz się, decydujesz i czekasz na ten cholerny PIT. Wieczorem robisz ciepłą herbatę i relaksujesz się skrolując fejsa. Szybko orientujesz się jaki błąd popełniłaś, bo tam jeszcze więcej wezwań i próśb. Ludzkie tragedie wylewają się z monitora komputera, przyklejając się do ciebie jak lepka masa, której nie możesz się pozbyć chociaż pod prysznicem szorujesz się do czerwoności.

Moje dzieciństwo na wsi, czyli za co najlepiej wspominam lata 90.


To była jedna z wycieczek szkolnych w podstawówce. Pojechaliśmy do Stolicy zobaczyć wielki świat. Dla wielu największą atrakcją była oczywiście wizyta w McDonald's, ale na szczęście znaleźliśmy też czas na ZOO.

Ustawiliśmy się parami, trzymając grzecznie za ręce. Byliśmy prawdopodobnie najbardziej ułożoną grupą dzieciaków w tym miejscu, bo za bardzo baliśmy się zgubić w miejskiej dżungli. Stałam na końcu z koleżankami - miałyśmy po jakieś 10-11 lat, więc nie uśmiechało nam się trzymać za rączki, co nasz dyrektor uznał za niesubordynację i sianie nieposłuszeństwa. Stojąc na początku całego szeregu krzyknął do nas tak, żeby pół ogrodu zoologicznego słyszało:
- Ustawić się natychmiast! Co to ma być? Nie zachowujcie się, jakbyście byli ze WSI!
- Proszę Pana! - krzyknęłam z taką samą siłą, wychodząc z szeregu - ale my jesteśmy ze WSI!

Jedna bardzo ważna rzecz, której powinnaś nauczyć swoją córkę


Jeszcze zanim urodzimy dzieci mamy pewne wyobrażenie o tym, jakie cechy chcielibyśmy im przekazać, czego ich nauczyć i w jaki sposób to osiągnąć. Większość z nich to uniwersalne nauki dotyczące szacunku do siebie i innych, pewności siebie, samodyscypliny, pokory czy uświadomienia sobie własnej wolności, z której powinniśmy umieć korzystać. Mówienie o wychowywaniu dzieci zgodnie z ich płcią jest obecnie co raz częściej passé, a wręcz niewłaściwe i lepiej cicho sza, jeśli w jakikolwiek sposób to robisz. W końcu mamy równouprawnienie i płeć nie ma znaczenia. Zgadzam się w dużej mierze. Ale jest jedna rzeczy, której jako matki, powinnyśmy nauczyć każdą córkę.

Czas, żeby zwolnić


Już na początku ciąży ustaliłam sobie pewną granicę, do kiedy powinnam pracować i kiedy zdecydować się na zwolnienie. Wtedy wydawało mi się, że mam jeszcze wiele czasu i zastanawiałam się, czy w ogóle dotrzymam do tego piątego miesiąca ciąży. Szybko jednak czas zweryfikował moje obawy. Bywały dni, że byłam herkulesem, który zapominał, że ma ograniczenia – tytan pracy z lekko odstającym brzuszkiem, bo jeszcze tyle do zrobienia, trzeba dopiąć wszystko na ostatni guzik i tylko kąśliwe syczenie przyjaciółki za moimi plecami przypominało mi, że powinna raczej zwolnić niż podkręcać obroty (tak, pracuję z przyjaciółką jako podwładną – da się.). Wszystko po to, żeby następnego dnia po 22:00 wyturlać się zgiętą w pół z samochodu z obawą, że wyrzygam dziecko z obiadem (wiem – ciąża to nie choroba, ale i tak szkoda, że mnie nie widzieliście w krzakach przed moim domem w błogosławionej pozycji turlająco-człapiącej ze wzrokiem dobijanej zwierzyny).

Dlaczego tak trudno radzić sobie z emocjami naszych dzieci?


Z dziećmi powinniśmy rozmawiać. Nie tylko o tym, co jadły na obiad w przedszkolu albo w co się bawiły i z kim. W naszych codziennych rozmowach powinniśmy znaleźć miejsce na temat tego, co czują. Pomagać im w nazywaniu emocji - żeby nadać im kształt, pomóc je zrozumieć i się z nimi skonfrontować. Wszystko po to, aby w przyszłości nie zamykały się we własnej skorupie, umiały budować zdrowe relacje i były bardziej szczęśliwe. A my razem z nimi.

Idea ta właściwie nie jest wielkim odkryciem. Jeśli zdecydujesz się na spotkania z psychoterapeutą zauważysz, że to właściwie ty mówisz, on słucha. Jest po to, żeby wydobyć z ciebie emocje, bo tylko ty jesteś w stanie je nazwać właściwie. Jednak stosunkowo niedawno w wychowywaniu dzieci zrozumieliśmy, że ta umiejętność jest czymś, czego nie nabywa się po otrzymaniu dowodu osobistego. Rodzimy się z uczuciami i lepiej od razu się z nimi zaprzyjaźnić, niż walczyć z nimi, kiedy już jako dorośli łaskawie uzyskamy pozwolenie, żeby o nich mówić.

Kiedy iść na zwolnienie w ciąży?


Kasia zatrudniła się niedawno w firmie X jako jeden z pracowników biura, przeszła okres próbny, stosunki z przełożonym i kolegami z pracy układały się dobrze. Wszyscy odetchnęli z ulgą, bo długo szukali osoby odpowiedniej do zespołu po nagłym odejściu poprzedniej koleżanki ze względu na ciążę i praca w końcu szła sprawnie. Trzy miesiące później Kasia również zachodzi w ciążę i tak jak jej poprzedniczka z dnia na dzień przynosi L4, bo ma do tego prawo, a dziecko jest najważniejsze. Pracodawca, nie mając innego wyjścia, zaczyna szukać kolejnej osoby. Pozornie tu sprawa się zamyka.