weszła drobna malutka z kosą jak zapałka...

cud śmierć

Tata zawsze jej powtarzał, że całe życie uczymy się sami siebie, a to nie jest łatwa nauka. Świat jest brutalny – powtarzał, ale ona nie lubiła tego słychać. Nie zawsze wszystko układało się po jej myśli, ale przecież miała gdzie wracać, gdzie się schować.

Każdy człowiek powinien mieć swoją przystań, do której można uciec, kiedy wszystko wali się na głowę. Nie zawsze tworzą ją miejsca. Bywa, że składa się z samych ludzi i znajduje się "w odpowiednim miejscu i czasie".

Któregoś dnia jej przystań zniknęła. Tak zwyczajnie, po cichu, a jednak z nieznaną dotąd gwałtownością. Długo grunt trząsł się pod nogami zanim się osunął. Chciała walczyć, ale wydawała się być za słaba. Modliła się więc o cud. To  było jedyne na co mogła wtedy liczyć.

Mijały tygodnie - długie i wyczerpujące, aż w końcu Cud nadszedł. Widziała go jak przechodził przez próg domu.



Recenzja: Psychoanioł w Dublinie, Łukasz Stec

Psychoanioł w Dublinie Łukasz Stec recenzja

No więc jest kot Borys niedoszły samobójca. Rudy oczywiście, no bo jakżeby inaczej. Jest Wowa, czyli Wawrzyniec (co za piękne imię prawda?) - sprzedawca pierogów i artysta z zamiłowania. I oczywiście Anioł, dokładnie pschoanioł, czyli anioł ateistów - wysoki Indianin w zielonych kaloszach i kitlu lekarskim z przymocowanymi sztucznymi skrzydłami, który jest projekcją wyobrażeń Wowy o życiu pośmiertny i sumą jego doświadczeń w jednym. Gdyby organizowana konkurs na króla kiczu wśród anielskich zastępów mógłby liczyć na podium. 

Krótko mówiąc - doborowe towarzystwo.

Recenzja: Piękna katastrofa | Miniaturzystka, Jessie Burton

Miniaturzystka Jessie Burton recenzja

Niektóre książki docierają do księgarń powoli, nie zważając na to, że przecież były umówione na konkretny dzień i grzeczność nakazuje się zjawić. W ten sposób jedna z nich nie doszła do nas na czas swojej premiery - cóż za tupet! 

Któregoś dnia w końcu do nas zawitała, po cichu, jakby chciała przeprosić za spóźnienie. Umościła się na półce z nowościami, licząc na to, że może nikt nie zauważy, że tak długo jej nie było. Na jakiś czas jej się to nawet udało. Ostatecznie jednak nie zdołała umknąć mojej uwadze. Chociaż krótki opis na okładce książki zupełnie mnie nie zachęcał do czytania to zrobiła to za niego okładka i pewna moja przyjaciółka. Ale zacznijmy od początku.



Jaki prezent dla dwulatka?

Roman skończył dwa lata. To się w końcu musiało stać. Ledwie otrząsnęliśmy się po Bożym Narodzeniu i już wszyscy pytają: Co kupić Romkowi? Tak się składa, że posiada on rzesze kochających go ciotek, wujków i dziadków, więc zaczęłam już w grudniu chować część zabawkowego świata mojego synka, żeby pomieścić wszystkie te radości, które miały go czekać najpierw 24 grudnia, a potem 22 stycznia. W oczach miałam przerażenie.

Mamą dwulatka jestem po raz pierwszy i nie miałam pojęcia co się kupuje chłopcom w tym wieku! Czasem wydawało mi się, że coś będzie świetnym pomysłem, a poszło w kąt. Za to niepozorna zabawka stawał się ulubieńcem Romana. Oto kilka z tych, które zdecydowanie przypadły mu do gustu.