Niedziela na wsi. Dzieje pewnej sielanki.


Zima szybkimi krokami zbliża się do naszego kurpiowskiego lasu. Sosny trzeszczą od mrozu - jeszcze niewielkiego, ale jednak -9°C to już raczej nie polska złota jesień. Rozpalony rano ogień trzaska w piecu i ciepło leniwie rozpływa się po całym domu. Ekspres do kawy pokwękuje pracowicie. Ze wstawaniem nie trzeba się spieszyć. Plany na niedzielę? Może wizyta u dziadków lub znajomych? Kościół? (hmm...) Albo spacer, ciepła herbata i książka. Dla Romana kredki, klocki i samochodziki. Ważne, żeby razem i jakoś tak bez myślenia, że praca, pieniądze albo inny problem, który na co dzień wierci nam mózg. I obowiązkowo trochę ciszy.

Sielanka.

A potem się budzę.


A nie lepiej wam w murawance siedzieć?
Czyli na co nam stara kurpiowska drewniana chałupa.


Kurpiowska wieś, u Teściów. L. w internecie szuka instrukcji obsługi do belownicy Taty, bo coś nawaliło i trzeba naprawić. Piję herbatę, jestem w czwartym miesiącu ciąży i zastanawiam się co dalej. Dopiero przeprowadziliśmy się na wieś i wprowadziliśmy do niewielkiego domku mojej Mamy - lato się już kończy, ale dalej jest ciepło i słonecznie. Od czasu do czasu snujemy wizję własnego domu. Nie stać nas na razie na to - to pewne, ale na szczęście marzenia jeszcze są za darmo, więc pomarzyć można.
.

Happily Ever After


Zorientowałam się, że z moim małżeństwem  dzieje się coś bardzo złego, gdy zaczęłam planować pogrzeb mojego męża.

Postanowiłam się wybrać na ten pogrzeb lub coś, co miało mu zapobiec. Często dobieram swoje lektury na podstawie pierwszego zdania i to była jedna z nich. Sięgnęłam po nią z nadzieją na zabawną i może trochę pouczającą opowieść w stylu książki W Paryżu dzieci nie grymaszą. I... ledwo dobrnęłam do końca.


... a światłość wiekuista niechaj mu świeci


Kiedy w naszym sąsiedztwie ktoś umiera świat staje na kilka dni w miejscu. Pogrzebowa flaga ponuro powiewa na wietrze, który przynosi ze sobą widmo przygnębiających zmian, a starannie wypisane klepsydry krzyczą z płotów i tablic ogłoszeniowych, że przyszedł czas, żeby się żegnać.

Ciało zmarłej osoby pozostaje w domu - często dlatego wynajmuje się specjalną "chłodnie", na której leży żegnana osoba, aby jej zwłoki nie stały się uciążliwe dla żywych. Zegary zatrzymuje się na godzinie, w której dusza opuściła ciało, żeby nie odmierzały mu już czasu. Jeden pokój staje się kaplicą - pełen kwiatów, palących się gromnic, przygniatającej ciszy i zapachu pustki.